gorset - zrób to sam?
Zobacz oryginał ndz., 17/02/2013 - 13:50Nie minęło wiele czasu, gdy z nudów wybrałam się na oględziny. Kiedyś podczas wycieczki krajoznawczej po okolicznych second-handach wpadł mi w ręce dość paskudny gorset bieliźniany, który właściwie wcale nie wpływał na wymiary czy sylwetkę – ot, po prostu był. Wtedy pomyślałam sobie, że można by go przerobić; od zakupu powstrzymywała mnie jednak cena i myśl o minie mojej mamy, gdy wracam do domu z seksownym bieliźnianym gorsetem.
Pierwszy samodzielnie wykonany gorset… Porażka tylko połowiczna.
Jak widać, gorsetowi daleko było do perfekcji – ale i tak byłam z siebie dumna, sama wykombinowałam usztywnienia (bonings), których w Polsce jako takich chyba nie ma, i różnica, chociaż niewielka, była widoczna.
Gorset przeleżał kilka miesięcy, głównie dlatego, że nie miał okazji być używany. Poza tym posiadał kilka zasadniczych wad, jak na przykład ogromna luka z tyłu, gdzie musiałam wyciąć przyszyty do niego… biustonosz.
Niedawno, za pośrednictwem Lucy, trafiłam na Sidney Eileen – gorseciarkę, która zmaga się teraz z poważną chorobą. Ponieważ dawno niczego nie robiłam, postanowiłam wypróbować jej najprostszy “przepis” na gorset.
Ten model nazywa się “ribbon corset” i był popularny w okresie edwardiańskim, czyli na początku XX wieku. Jego charakterystyczną cechą jest to, że zamiast materiału zbudowany jest w kilku szerokich wstążek, które nakłada się na siebie pod kątem. Nie będę może opisywać jego dokładnej budowy – w tym celu odsyłam was do tutorialu.
Moim głównym problemem był fakt, że nigdzie nie mogę dostać zapięcia typu “busk”, które zasadniczo służy do otwarcia gorsetu z przodu. Znalazłam co prawda jedną sztukę na Allegro, ale nie chciało mi się na nie czekać, poza tym było troszkę za długie i, no dobra, przyznaję, za drogie. Postanowiłam więc zaryzykować i po prostu zamknąć przód, zszywając go. Rezultat nie najgorszy, tylko muszę zainwestować w dłuższą wstążkę, która służy do wiązania z tyłu – gorset jest jednak dość ciasny i muszę sporo się namęczyć, żeby przecisnąć go przez głowę i ramiona.
Skończony (choć nie wykończony) ribbon corset.
Przyznajcie jednak, że jak na DIY, i to początkującej amatorki, jest całkiem nieźle! Polecam wam spróbować tego “przepisu” na gorset.
Tutaj moja przygoda z gorsetami się kończy. Mam nadzieję uskładać kiedyś na taki “prawdziwy”; a już w ogóle szczytem moich marzeń jest zdobycie jakimś cudem (chyba na zamówienie…) prawdziwego, wiktoriańskiego gorsetu.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



