W podróży
Zobacz oryginał ndz., 09/04/2017 - 22:03Ostatnimi czasy dużo podróżuję na trasie Łódź - Warszawa. Na te podróże wybieram pociag - po wielu latach niekorzystania z tego środka lokomocji.
Dlaczego?
W moim przypadku dla uszczknięcia chwili czasu dla siebie. Nie muszę wtedy, jak za kierownicą, skupiać mojej uwagi na drodze i wszystkim co z nią związane.
Mogę za to porozmyślać, nadrobić w małym choćby stopniu gigantyczne zaległości w czytaniu, lub ... skupić się na drodze, a raczej na widokach za oknem po drodze, jeśli tylko chcę i jeśli nie zasłaniają ich ekrany dźwiękochłonne.
I ostatnio, po raz kolejny spodobała mi się surowa przyroda - tak, zostało m.in. jeszcze trochę lasów, ale o tym szszaaa... ;)
W ostatniej podróży, kiedy już nie chciało mi się czytać, trochę nasyciłam wzrok urokiem zza okna, na wysokości kolejnego ekranu za oknem, zwróciłam uwagę i zaczęłam czytać to co pokazywał ekran u sufitu.
A tam, ku mojemu zdziwieniu, po chwili sympatycznemu zdziwieniu: kodeks kulturalnego podróżowania.
Łał!
To fajne, choć myślałam, że to wszystko jest oczywiste. Od tej chwili zamiast zniknąć w świecie książki, albo w świecie za oknem i tym w mojej głowie, zwróciłam się do wewnątrz wagonu, w którym przecież fizycznie było moje ciało.
A tam:
*" Młody męski głos przemawia, do telefonu, jak mniemam:
- hej, nie pier...l! No bende kiedy bende, tak?! K...wa! No jade przecież. Do Żyrarda teraz, k..wa! Tam załawiam swoje intery i bende, nie!?
Chwilę słucha i znowu:
- No przecież, ku...a ! Nie? Kolne przecież, tak? Żebyś mógł wyjechać, nie!?"...
Tu głos z monitora zagłuszył resztę tej soczystej rozmowy młodego Polaka.
Skupiam się, by nie wrócić do słuchania ewentualnie dalej, patrząc w okno po przeciwnej stronie. Na szczęście tam nikt nie siedzi, więc mogę bezkarnie się tam gapić. Po jakimś czasie gdzieś z tyłu dochodzi drażniący mnie zapach, jakby kiełbasy, jakby ... nie wiem czego, ale niefajny. Po próbie dłuższego ignorowania yegoż zapachu, oglądam się. Dwie młode osoby z dzieckiem w wieku szkolnym, siedzą, jedzą coś z torebki (chipsy o dziwnym smaku? + czosnek?) i dyskutują na temat polskiej oświaty i jej nieoświecenia. Głośną dysputę o generalnie negatywnym charakterze na temat ... polskiego wszystkiego przerywa konduktor sprawdzający bilety. Panie mają ulgowy bilet dla dziewczynki, ale nie wiedziały, że powinna mieć legitymację.
Kobieta tłumaczy polszczyzną bez akcentu, że one są z Anglii i nie wiedziały. Konduktor wyjaśnia im ten przepis i idzie dalej.
"- Popier...ne to wszystko" - przekłada tę zasadę jedna z kobiet, na ich język.
Uff, jak fajnie, że mam szal, który przesiąknięty moimi perfumami, świetnie sprawdza się na moim nosie.
Po przekątnej z przodu siedzi kobieta, na oko po 50-tce. Pije kawę, chrupie jakieś ciateczka, przegląda prasę...
Szkoda tylko, że kiedy wysiadła to na siedzeniu zostawiła papierowy kubek po wypitej kawie, papierki po schrupanych ciasteczkach, dodatki reklamowe do gazety - jeden na fotelu, a inne rozsypane na podłodze..
zachowamy się taktownie, jeśli nie pozbawimy ich tej przyjemności. Zdjęte buty śmieją się z naszych skarpetek, bądź pończoch, a kiedy dodatkowo widzą nogi na siedzeniu, to burczą coś o higienie i estetyce."
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.










