Przekorny grunge i mezalians :)
Zobacz oryginał sob., 11/03/2017 - 13:53Razem czy osobno ?
O grunge króciutko :) więcej innym razem :)
Grunge to styl, który kocha kontrasty, nie podąża za aktualnymi trendami, miesza różne fasony. Jest stworzony dla tych, którzy nie lubią klasyki, prostych krojów i grzecznych stylizacji. Poszukują czegoś innego, wyrażającego ich osobowość. Styl grunge to nie tylko moda. To przede wszystkim energia, luz, a także pozorna niedbałość. Dla osób, które lubią ten styl ważna jest wygoda, ale też możliwość zaprezentowania własnego podejścia do świata. W muzyce grunge reprezentował często postawę negacji otaczającej rzeczywistości, często negacji siebie. Ten mój dzisiejszy grunge, jest przekorny podwójnie. Po pierwsze występuje tylko w stroju i atrybutach, ale jednak podąża za trendami :) Po drugie nie jest naładowany ponurym nastrojem, frustracją, i goryczą w stosunku do otaczającego świata. Nie przepełniają mnie klimaty autodestrukcji i nienawiści do samej siebie. Wręcz przeciwnie, mogę z całą pewnością powiedzieć, że kocham siebie, nawet gdy jest mi szaro, smutno i źle, a siebie po 50-tce wręcz uwielbiam, i nie wiem, dlaczego tyle lat musiałam na to czekać! :)
O moim mezaliansie nieco dłużej :)
Ci, co znają mojego męża i mnie, wiedzą dobrze jak bardzo jesteśmy różni. Różni nas prawie wszystko, ale na szczęście nic nas nie dzieli :) Mamy różne temperamenty, charaktery, zainteresowania, potrzeby, sposoby spędzania wolnego czasu i imprezowania. Piękną ilustracją tego mezaliansu jest reakcja naszego kolegi z klasy, który, choć lubił nas oboje, gdy dowiedział się, że zostaliśmy parą, przeżywał to dużo bardziej niż informację, że za chwilę w wieku lat 19-tu zostanie ojcem :) Efekt tego jest taki, że większość naszego wspólnego, ponad 30-letniego małżeństwa spędzamy, nawet gdy razem, to osobno, stwarzając sobie wzajemnie wspaniałe warunki dla niezależności i wolności osobistej. Oczywiście nie zawsze było tak pięknie, bo jako prawdziwa kobieta, miałam na początku sławne OCZEKIWANIA, żeby więcej dla mnie, więcej ze mną, żeby tak wszystko razem, dopiero z czasem zrozumiałam, że przecież mi to wcale nie odpowiada, bo zawsze ktoś się musi naginać, a ja bardzo nie lubię tego naginania w żadną stronę. Dziś, kiedy zastanawiam się co nas naprawdę łączy, dochodzę do wniosku, że chyba mamy podobne poglądy na życie i podobne, życzliwe podejście do świata i ludzi, w tym do siebie wzajemnie.
"W każdym związku, w którym dwoje ludzi staje się jednym, efektem końcowym są dwie niepełne osobowości." pisze Wayne W.Dyer w "Pokochaj siebie".
U nas to, że jesteśmy razem, a jednak bardzo osobno, zaowocowało tym, że jesteśmy teraz dwoma szczęśliwymi, pełnymi pasji osobami, które, gdy trzeba, wzajemnie się wysłuchają i wspierają, ale nie warunkują sobą wzajemnie swojego szczęścia. Potwierdza to zabawna i dla mnie osobiście ogromnie sympatyczna sytuacja z imprezy "branżowej" mojego męża, na które zasadniczo wzajemnie nie chodzimy. Tu pojawił się motyw kompromisu, dla niego, bo branżowa, a dla mnie, bo balowa :) Otóż bezpośredni szef mojego męża był w szoku, że on ma w ogóle żonę! Nie sądzę, żeby mój mąż w pracy zachowywał się jak kawaler, i wiem, że na pewno się mnie nie wstydzi ;) Dla mnie był to ukłon w stronę mojej niezależności. Mój mąż pokazał w ten sposób, że nie jestem dla niego kwiatkiem do butonierki, jestem dla niego osobną osobą i jestem po prostu sobą :) Dziś z całą pewnością potwierdzam, że nasze razem, ale osobno, zdało egzamin, ale powtarzam też zawsze, szczególnie młodym małżonkom, że najpierw trzeba przetrwać pierwsze 25 lat, a potem jest już z górki ;) Powtarzam też synowi, że kobiety dojrzewają do braku oczekiwań po 50-tce, i dodaję żartem, że chyba jedna na 100 ;)
Moje stylizacje
Jak zawsze zapraszam do oglądania i serdecznego komentowania :)
bransoletka z second hand
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.
























