METAMORFOZA WŁOSÓW W 2016 I AKTUALNY WYGLĄD MOJEJ FRYZURY
Zobacz oryginał śr., 11/01/2017 - 19:05Hej Kochani! :)
Na początek 2017 mam dla Was wpis dotyczący mojej metamorfozy włosów, która miała miejsce w 2016. A działo się i to całkiem sporo! :)
Zacznijmy jednak od początku…
Nowy Rok 2016 witałam w dosyć długich włosach z ombre i grzywką.

W lutym postanowiłam pokazać się Wam po raz pierwszy bez grzywki. Powiedziałabym nawet, że odważyłam się, bo ogólnie bardzo wstydziłam się pokazywać czoło publicznie (nadal trochę się wstydzę!). Uważałam, że mam zbyt wysokie czoło, by je nadmiernie eksponować, stąd nieustanne podcinanie włosów do grzywki o idealnej długości. :)

Coraz bardziej czułam, że potrzebuję zmian…

…więc powróciłam do swojego starego, dobrego brązu! ♥

Grzywka zaczęła schodzić na bok. W zasadzie co miesiąc zastanawiałam się co z nią zrobić – zapuszczać czy obciąć?

Poddawałam się zabiegom pielęgnacyjnym…

Aż w końcu postanowiłam zaryzykować i skróciłam włosy! Kolor został. :)

Ta długość była całkiem fajna, ale ja zapragnęłam kolejnych zmian…

I oto one…

Tuż po ślubie mojej przyjaciółki i przed wyjazdem na wakacje wybrałam się do fryzjera, by skrócić włosy i je pocieniować. Cieniowanie było baaardzo dużym błędem Nagle okazało się, że z ogromnej ilości włosów zostały mi pojedyncze kosmyki w małej ilości, które niekoniecznie układały się tak, jakbym tego chciała…

Od tego czasu prostownica każdego dnia. Zdawała się na niewiele, bo włosy wyglądały bardzo biednie. Czułam, że mam ich zbyt mało, że to nie ja, nie moje włosy, nie moja fryzura. To nieporozumienie, o które sama się prosiłam. :D

Włosy były niestety też zbyt ciemne…

Wręcz czarne! Wyglądałam w nich staro!

Nie chciałam takich włosów. Udałam się na keratynowe prostowanie, bo nie miałam sił codziennie ich układać. Keratyna jedynie wzmocniła włosy, ale niestety nie wyprostowała ich tak jak chciałam. Każdego dnia na myśl o układaniu moich biednych kosmyków, marzyłam o czapce niewidce.

Wzięłam się w garść, zadzwoniłam do salonu Claudius w Krakowie przy ul. Floriańskiej. Postanowiłam ogarnąć włosy. Najpierw jedna wizyta: włosy zostały wyrównane do dwóch linii (a nie tysiąca) i delikatnie rozjaśnione na końcówkach. Tutaj je skrywałam…

Później druga, dłuższa wizyta. Niemalże 5 godzin przeznaczonych na dekoloryzację i koloryzację. Przechodziliśmy z ciemnego brązu do rudości przy pomocy rozjaśniacza i Olaplexu (zdjęcia poniżej). Efekt, który uzyskaliśmy jest satysfakcjonujący, ale w głębi duszy marzę o tym, by mocniej rozjaśnić końcówki. Prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu udam się na kolejną wizytę do Damiana (szczerze Wam go polecam – > Salon Claudius, ul. Floriańska 18/6, fryzjer Damian). A poniżej prezentuję Wam moje aktualne włosy…
Już prawie nie mam grzywki! :)



Dajcie znać w komentarzach, która fryzura Waszym zdaniem najlepsza! :))
Buziaki! ♥
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



