Lista blogów » Kamperki.com - lifestyle, moda, uroda, parenting, kulinaria

Jak dbać o język. Obcy.

Zobacz oryginał

Języki obce to podstawa, języki obce to podstawa! I tak w kółko będę tłukła Liwii do głowy, bo ostatnio mama dała ciała i spaliła buraka. Okropnego buraka. Ale od początku…

Chyba Was nie zaskoczę, jak napiszę, że skończyłam studia. Też mi wyczyn, jak większość ludzi obecnie. Ale ja skończyłam studia, które naprawdę chciałam skończyć, czyli filologię angielską. Zawsze ten kierunek mi się podobał, widziałam tam siebie, tłumaczenia, teksty i ten piękny akcent, którego miałam się nauczyć. Udało mi się to, z dumą odbierałam dyplom magistra, ale..

Właśnie, zawsze musi być jakieś ale! Zaczęłam pracę w całkiem innym charakterze, niż wskazywałby na to pierwszy, czy drugi kierunek studiów, a moja praktyka i wiedza, którą przecież jako pilna ;) uczennica nabywałam, zaczęła się rozmywać.. i rozmywać, i rozmywać. W sumie to jestem zła na siebie. Nie mogę powiedzieć, że teraz jestem ciemna masa i nic nie pamiętam, a jedyne co mi pozostało z umiejętności władania językiem obcym, to możliwość przedstawienia się, bo tak nie jest. Ale kiedy nie korzysta się ze swoich możliwości i nie ćwiczy mózgu, to powoli zaczyna zanikać. Niestety. Od jakiegoś czasu piłuję z Liwią angielski, bo wiem, jak bardzo ważne w dzisiejszych czasach jest znanie języków obcych. To musi wchodzić w krew, być naturalne tak samo, jak posługiwanie się polskim. Codzienność. Tyle że angielski z dwulatkiem to takie podstawy podstaw: zwierzątka, kolory, pierwsze króciutkie zdania…

I słuchajcie moi mili, ostatnio mój mąż ukochany mówi do mnie tak: kochanie, mam bardzo ważną rozmowę, muszę z kimś pogadać, poćwiczyć, ogarnąć temat, żeby nie spalić się na pierwszym zdaniu.. posłuchasz, poprawisz mi gramatykę, pomożesz mi trochę…

I zabił mnie. Już nie pamiętam kiedy się tak wstydziłam. Wszystko wyleciało mi z głowy tak, jakbym w życiu nie wkuwała miliona słówek, jakbym nie trzęsła się z nerwów na testach z gramatyki i jakbym nie spędziła długich miesięcy nad pracą magisterską. Wypadło z głowy, bo kompletnie tego nie ćwiczyłam, nie rozmawiałam, nie pisałam. Zaniedbałam swój język i ciężko przyznać mi się do tego na głos, ale właśnie tak było. To był dla mnie mega wstrząs, bo po pierwsze, jak to się mogło stać, a po drugie wstyd przed własnym mężem, ale i to, że nie mogę chłopakowi pomóc, bo sama takiej pomocy bym potrzebowała.

Tradycyjnie z pomocą przyszedł mi wujek google, wpisałam w wyszukiwarkę, że potrzebuję native speaker’a na gwałt, na już, na teraz. Oczywiście tradycyjnie wyskoczyło tysiąc pierdół, korepetycji za grube, grube pieniądze, reklam szkół językowych z całego kraju (bo przecież tyyyle wspólnego ma native speaker z Opola z Gdynią, co ja z pompkami), ale pośród nich znalazłam perełkę. Wielkie, wielkie skupisko korepetytorów – zbiór osób w różnym wieku, różnej płci, różnych zawodów i to za wcale nie duże pieniądze. Portal preply.com. Nie szkoła językowa, nie kursy, na które trzeba mieć dużo czasu i kasy, ale portal zrzeszający osoby prywatne, które oferują swoją pomoc i to w naszym własnym domu – za pomocą Skype. Przy własnym biurku, na własnym łóżku, w papciach czy nawet pidżamie (na skype widać przecież głowę ;P ), można szlifować swój język z lektorem: rodowitym anglikiem, niemcem czy włochem. I to jeszcze wybrać sobie konkretnie: czy ma być babeczka, czy facet, czy zaawansowany, czy podstawy, czy dla dzieci,  czy droższy czy tańszy. Właściwie na preply w jeden wieczór znalazłam to, co mnie interesowało: język biznesowy dla mężulka( oczywiście, że nie z piękną blondynką ;) )i osobę do luźnych konwersacji dla mnie. REWELACJA! Tak poznałam Kaśkę, dziewczynę, która mieszka pod Londynem, ma 23 lata, malutką córeczkę i dorabia sobie wieczorami rozmawiając i niejako ucząc innych. Jeden dzień w tygodniu jest nasz. I rozdarta jestem na dwie strony, z jednej mi wstyd, że muszę się sama douczać, a z drugiej strony jestem dumna, że gospodaruję sobie tę godzinkę dla własnego rozwoju. A to jest bardzo ważne, by zwyczajnie nie zdziczeć i nie zaprzepaścić siebie. Preply to moje odkrycie, naprawdę i piszę Wam to po to, że może i Wam przyniesie pomoc.

Ciężko jest się przyznać do swoich minusów, wad i niedoskonałości, ale jakoś się przemogłam, bo wiem, że więcej z Was może skorzystać na tym. Warto się zarejestrować choćby przed wakacjami, by w zagranicznej podróży nie używać języka migowego, albo krzyczeć ile pary w płucach, bo przecież im głośniej tym dla obcokrajowca bardziej zrozumiałe ;) Nie, to tak nie działa. Niestety.

A morał z tej historii jest krótki, ale dobrze znany: warto uczyć się języków, a potem o tę naukę dobrze dbać. Sprawdzone na własnej skórze!

Na deserek kilka zdjęć znad morza… ledwo wyjechaliśmy, a ja już tęsknię…

IMG_1878.jpg

IMG_1881.jpg

IMG_1884.jpg

Artykuł Jak dbać o język. Obcy. pochodzi z serwisu Kamperki.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.