Lista blogów » aschaaa
Boliwia Jeep Tour - dzień 2 - kolorowe laguny
Zobacz oryginał wt., 24/11/2015 - 20:45Jest 14.05 – czwartek. Budzimy się o 5:30, a o 6 siedzimy zaspani i czekamy już na śniadanie. Nie wiem jak to jest u Was, ale ja na urlopie zawsze jestem zmęczona, jak mam wcześnie wstać. Przecież 5:30 normalnie mi nie straszna, bo wstaje chwile po 4, ale jakoś zawsze ciężko mi się zebrać :/ Zanim nasz kierowca serwuje śniadanie, wychodzimy na zewnątrz i robimy kilka fotek wschodu słońca. Bardzo żałuję ze nie mogę być teraz na pustyni solnej. Wschodzące słonce musi się pięknie odbijać od czystej bieli pustyni. Dziś czeka nas intensywny dzień. Gdyby nie mapka, która mam przy sobie, ciężko było spamiętać te wszystkie nazwy. W jeepie trzęsie, wiec nie robie tez żadnych notatek. Jest zimno, siedzę skulona i czekam aż słońce będzie wyżej na horyzoncie by nas odrobinę ogrzało.
Wycieczkę zaczynamy od Salat de Chiguana. Na horyzoncie widać wulkan Ollaque. Przez Chiguana przebiegają stare tory, wiec Peta nie byłby sobą, gdyby nie zrobiłby sobie na nich zdjęcia. Chwile później docieramy do laguny Canapa i to właśnie tam zatrzymujemy się najdłużej – tu tez jemy obiad. Pewnie spytacie jak obiad, jak dopiero było śniadanie? No owszem, ale za nami wiele kilometrów drogi. Bo przecież laguny nie sąsiadują z pustynią solną. Tą trasę trzeba było pokonać. Kiedy nasz kierowca przygotowywał dla nas obiad, my kręciliśmy się po okolicy. Jak wariatka robiłam zdjęcia wszystkim flamingom nie wiedząc ze te kilka sztuk to jeszcze nic!
Po obiedzie ruszamy dalej by oglądać kolejne laguny – przed nami w kolejności – laguna Hedionda, Chiarcotaota, laguna Honda i laguna Ramaditas. Cieszę się jak dzieciak, bo flamingów coraz więcej :D Chwila odpoczynku od pięknych kolorowych zbiorników wodnych. Naszym oczami ukazuje się pustynia. Jesteśmy przy Albol de Pietra, czyli na początku pustyni Salvadora Dali słynącej z rozmaitych form skalnych. Pięknie tu, ale jak wieje! Brrrrr… zimno nam! Nasz kierowca już nas wola i jedziemy dalej – ostatni przystanek na dziś – laguna Colorada – słynąca ze swojego czerwonego zabarwienia. No i absolutny szok dla mnie. Rzadko mówię, że cos mnie rzuciło na kolana, ale zwariowałam na punkcie boliwijskiej przyrody! Absolutny mustsee dla wszystkich kochających piękno natury. Nie jestem w stanie stać na górze i oglądać wszystko z góry – ja muszę zejść na dól. Ja chce flamingi widzieć z bliska! Wszyscy zostają, a my z Petą śmigamy w dol. Prawie jakbyśmy biegli, ba! Jakby nas ktoś gonił. Cudownie widzieć czerwień laguny z bliska… i setki flamingów - jejku jakie one ładne! Do tej pory siedząc przed monitorem zachwycam się :D Nie trwało to długo, kiedy byliśmy na dole sami, zaczęli schodzić inni. Ale wtedy to my z Peta napstrykaliśmy już wystarczającą ilość zdjęć. Wspinamy się do góry, do jeepa i do hotelu. Chyba koniec atrakcji przyrodniczych na dzisiaj :)
Muszę dodać ze lagunaColorada i Albol de Pietra są na terenie parku narodowego, do którego wejście trzeba zapłacić – 75BOB za osobę. Nie ma się co zastanawiać, bo te widoki warte są każdego boliwiana :)
Hotel na dzisiejszą noc jest biedniejszy niż ten wczorajszy. Blaszany, podłużny domek i nic więcej... pokoje 6osobowe - czyli na dokładnie taka ilość osób, jaka przyjeżdża jednym jeepem. Łóżka z soli. Mała żarówka na dokładnie cały pokój. Mamy szczęście, bo w naszym pokoju są kontakty. Inni nie mają jak podłączyć ładowarek do aparatu i telefonow. Dzielimy się z nimi.. Czekamy dość długo na kolacje — prawie dwie godziny. Ale opłaca się nie ma to jak cieple spaghetti. Herbaty wypiłam chyba hektolitry, a teraz trzeba iść siku. Jest tak strasznie zimno, ze na myśl ze muszę rozebrać spodnie nie jest mi do śmiechu. Rąk nie myje, bo mi palce zamarzną, bo leci lodowata woda w kranie. Prysznica nie ma, wiec "myjemy" się mokrymi chusteczkami. Nakładamy na siebie wszystko, co mamy w plecakach — swetry, polary, podkoszulki, termalna bieliznę, rajstopy, getry, kalesony, ja nawet śpię w kurtce. Czapa i rękawiczki to podstawa. Nasz kierowca przynosi nam termofory napełnione gorącą woda — jak cudownie. Zasypiam skulona z termoforem w nogach. Gdyby nie on chyba nie przeżyłabym tej nocy, w której temperatura doszła do -20 stopni Celsjusza...
Wycieczkę zaczynamy od Salat de Chiguana. Na horyzoncie widać wulkan Ollaque. Przez Chiguana przebiegają stare tory, wiec Peta nie byłby sobą, gdyby nie zrobiłby sobie na nich zdjęcia. Chwile później docieramy do laguny Canapa i to właśnie tam zatrzymujemy się najdłużej – tu tez jemy obiad. Pewnie spytacie jak obiad, jak dopiero było śniadanie? No owszem, ale za nami wiele kilometrów drogi. Bo przecież laguny nie sąsiadują z pustynią solną. Tą trasę trzeba było pokonać. Kiedy nasz kierowca przygotowywał dla nas obiad, my kręciliśmy się po okolicy. Jak wariatka robiłam zdjęcia wszystkim flamingom nie wiedząc ze te kilka sztuk to jeszcze nic!
Po obiedzie ruszamy dalej by oglądać kolejne laguny – przed nami w kolejności – laguna Hedionda, Chiarcotaota, laguna Honda i laguna Ramaditas. Cieszę się jak dzieciak, bo flamingów coraz więcej :D Chwila odpoczynku od pięknych kolorowych zbiorników wodnych. Naszym oczami ukazuje się pustynia. Jesteśmy przy Albol de Pietra, czyli na początku pustyni Salvadora Dali słynącej z rozmaitych form skalnych. Pięknie tu, ale jak wieje! Brrrrr… zimno nam! Nasz kierowca już nas wola i jedziemy dalej – ostatni przystanek na dziś – laguna Colorada – słynąca ze swojego czerwonego zabarwienia. No i absolutny szok dla mnie. Rzadko mówię, że cos mnie rzuciło na kolana, ale zwariowałam na punkcie boliwijskiej przyrody! Absolutny mustsee dla wszystkich kochających piękno natury. Nie jestem w stanie stać na górze i oglądać wszystko z góry – ja muszę zejść na dól. Ja chce flamingi widzieć z bliska! Wszyscy zostają, a my z Petą śmigamy w dol. Prawie jakbyśmy biegli, ba! Jakby nas ktoś gonił. Cudownie widzieć czerwień laguny z bliska… i setki flamingów - jejku jakie one ładne! Do tej pory siedząc przed monitorem zachwycam się :D Nie trwało to długo, kiedy byliśmy na dole sami, zaczęli schodzić inni. Ale wtedy to my z Peta napstrykaliśmy już wystarczającą ilość zdjęć. Wspinamy się do góry, do jeepa i do hotelu. Chyba koniec atrakcji przyrodniczych na dzisiaj :)
Muszę dodać ze lagunaColorada i Albol de Pietra są na terenie parku narodowego, do którego wejście trzeba zapłacić – 75BOB za osobę. Nie ma się co zastanawiać, bo te widoki warte są każdego boliwiana :)
Hotel na dzisiejszą noc jest biedniejszy niż ten wczorajszy. Blaszany, podłużny domek i nic więcej... pokoje 6osobowe - czyli na dokładnie taka ilość osób, jaka przyjeżdża jednym jeepem. Łóżka z soli. Mała żarówka na dokładnie cały pokój. Mamy szczęście, bo w naszym pokoju są kontakty. Inni nie mają jak podłączyć ładowarek do aparatu i telefonow. Dzielimy się z nimi.. Czekamy dość długo na kolacje — prawie dwie godziny. Ale opłaca się nie ma to jak cieple spaghetti. Herbaty wypiłam chyba hektolitry, a teraz trzeba iść siku. Jest tak strasznie zimno, ze na myśl ze muszę rozebrać spodnie nie jest mi do śmiechu. Rąk nie myje, bo mi palce zamarzną, bo leci lodowata woda w kranie. Prysznica nie ma, wiec "myjemy" się mokrymi chusteczkami. Nakładamy na siebie wszystko, co mamy w plecakach — swetry, polary, podkoszulki, termalna bieliznę, rajstopy, getry, kalesony, ja nawet śpię w kurtce. Czapa i rękawiczki to podstawa. Nasz kierowca przynosi nam termofory napełnione gorącą woda — jak cudownie. Zasypiam skulona z termoforem w nogach. Gdyby nie on chyba nie przeżyłabym tej nocy, w której temperatura doszła do -20 stopni Celsjusza...
Mały przegląd podróży:
Info:
- 14.05 - 2 dzien Jeep Tour w Boliwii - laguny (ten post właśnie skończyłeś czytać)
- 13.05 - pobudka w autobusie z La Paz do Uyuni. 1 dzien Jeep Tour po Parku Narodowym - pustynia solna (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 12.05 - Calvaria w Copacabanie + droga do Uyuni przez La Paz (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 11.05 - droga z Puno do Copacabana + popoludnie w Copacabana (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 10.05 - jezioro Titicaca, 2 dzien, wyspa Taquila (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 09.05 - wycieczka na wyspy Uros + nocleg na wyspie Amantani (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 08.05 - droga z Cusco do Puno (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 07.05 -droga z Aquas Calientes do Salineras + tarasy solne + dojazd do Cusco (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 06.05 - Macchu Pichu (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 5.05 - dojazd z Cusco do Aquas Calientes + zwiedzanie miasteczka (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 04.05 -> Cusco (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 03.05 -> lot do Limy i nocleg w stolicy (post możesz przeczytać TUTAJ)
- 01.05-03.05 -> Madryt i relaks przed wylotem do Ameryki Pld (post możesz przeczytać TUTAJ)
Ceny:
- 3dniowy Jeep Tour po Boliwi – 750BOB (za osobe)
- wejscie do parku nardodowego - 75BOB (za osobe)
Przelicznik:
100€ =784BOB
1,30€ = 10 BOB
10zl = 18BOB
5,5zl = 10BOB
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




















































































