Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Sprawozdanie z mojej drogi do chudszej mnie.

Zobacz oryginał
537d460cf5d7b78da3fede7f26cb121f.jpg

Ten obrazek z kwejka wkleiła mi kiedyś znajoma na fejsie. Prawie idealnie podsumowuje ostatnie dwa tygodnie. No może wykreśliłabym te chipsy. Jak to było? Zapraszam do lektury.

W zanadrzu mam inny post (gorzej ze zdjęciami), ale postanowiłam po dwóch tygodniach wyspowiadać się sama przed sobą (a przy okazji przed tymi, którzy tu zaglądają) z wszystkich grzechów przeciwko diecie i zdrowemu stylowi życia :D. 


Nie było do końca tak jakbym chciała - nie udało się ruszyć dupska od poniedziałku, za to już w środę wskoczyłam w moje asics'y, które prawie rok przeleżały zakurzone w szafie, czarną bluzę, którą kupiłam na allegro i okazała się bardzo dużo za duża  - teraz jest, hmm, opięta, oraz legginsy galaxy, których żal mi się pozbyć, bo były drogie - niestety teraz zbyt uwydatniają to czego próbuję się pozbyć i porzuciłam je na rzecz dresowych portek. 

Pierwszy tydzień zaowocował 5042 metrami truchtu w 41 minut oraz 51 minutami zumby w towarzystwie youtube. Z kolei mijający właśnie był ciut lepszy pod względem statystyk - 12712 metrów w 1h 51 min. Z 14 dni - przez 6 udało mi się biegać/zumbować. Całkiem przyzwoicie. Niestety nie przełożyło się tu ani odrobinkę na stan wagi. Albo jest zepsuta, albo za mało się staram...albo ciągle zbyt dużo grzeszków mam na sumieniu ;). Dobra, dobra, wiem, że nie od razu Rzym zbudowano, ale liczyłam na solidnego, motywującego kopa w postaci kilograma mniej. 

Z grzeszków mniejszych, większych? 
Snickers (podwójny, bo pojedynczy to za mało) wciągnięty w drodze między Inter Marche a domem (jakieś 400 m).
Drożdżówka z makiem - kupiona dla męża, ale mnie zirytował więc mu zjadłam.
3 kawałki tortu bananowo-czekoladowego - ale to był torcik z okazji Chrztu Świętego Piotrusia, a na pewno byłoby mu przykro gdyby mama nie spróbowała ;).
Pepsi - niestety to nie była szklanka czy dwie. Od zawsze była moją wielką słabością i uzależnieniem.  Zrezygnować nie będzie łatwo, ale wypadałoby ograniczyć.

Plan na nadchodzące dwa tygodnie.
Odkurzyć płyty dvd z treningami Ewy Chodakowskiej. Uskuteczniać na zmianę z bieganiem. Kurcze, lubię jej profil na fejsbuczku, ciągle wrzuca metamorfozy swoich wielbicielek, wyznawczyń - zwał jak zwał. Dla mnie są mega motywujące i wzbudzają we mnie zazdrość, ale taką zdrową.

b315d408ec6a0437978df70d897905d8.jpg


Jeżeli komuś moje parcie na odchudzanie wydaje się przynajmniej trochę psychiczne, dodam 5 powodów dla których jest to dla mnie takie ważne:
1. Obrączka jest za mała na mój paluszek-serdelek. 
2. Autentycznie mam dwie pary spodni (z czego jedne to ogrodniczki, więc znacznie zawężają pole manewru) - w resztę się nie mieszczę. Lepiej schudnąć niż wymieniać całą garderobę.
3. Trzeba szlifować formę, bo niedługo będzie trzeba ganiać za dzieckiem  ;)
4. Im mniejsza masa tym łatwiej przebiec maraton. Jest to moje marzenie od dawien dawna. A marzenia trzeba spełniać.
5. Mąż waży mniej ode mnie. Bez komentarza.

Proszę Was, życzcie mi siły, determinacji, motywacji, regularności no i tego chociaż jednego kilograma mniej :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.