Lista blogów » Noszę co Lubię

Shopping Queen. Lumpeksy.

Zobacz oryginał

Anna Popek w jakiejś banalnej rozmowie w tv śniadaniowej wspomniała, że jej córka jest mistrzynią wyszukiwania ciuchów za grosze w lumpeksach.

Myślę, że jeszcze kilka lat temu znana, doskonała pani z telewizora nie przyznałaby tego z takim luzem, wręcz ze swego rodzaju dumą.

Ale.
Lumpeksowe łowy nie są już postrzegane jako coś z konieczności, shopping dla ubogich, nie kojarzą się już z niemiłym zapachem, ciemną piwnicą i hałdami niemodnych ubrań po starszych paniach z tak zwanego zachodu.
Dziś te sklepy często z angielska nazywa się sekendhendami i nierzadko są to naprawdę przyjemne sklepiki, żeby nie powiedzieć butiki. Szczególnie w dużych miastach.

Odwiedzacie lumpeksy? A może unikacie jak ognia?
Kupujecie tam tylko flanelowe koszule dla męża budowlańca czy raczej szukacie ciekawych ubrań?
Ja bardzo lubię sklepy z używaną odzieżą i mam jasno sprecyzowane powody.
 I argumenty, które powinny przekonać nieprzekonanych.


1. Oryginalność
 Tam znajdziesz ciuchowe perełki. Nie ma w tym twierdzeniu nic odkrywczego.
W mojej szafie wisi sporo ciuchów z sh, których nie widziałam nigdy na kimś innym. Mają ciekawy krój, dziwne guziki czy przykuwający uwagę nadruk. Jeśli chce się kupić coś nietuzinkowego, ale nowego, trzeba sporo zapłacić. W second-hand'ach i charity shop'ach można trafić na taki smaczek i zapłacić kilka czy kilkanaście złotych.
 Zielone futro, dzwony, dzianinowa suknia bez pleców... jak się dobrze poszuka, się znajdzie.

 Uważam też, że to niesamowite źródło inspiracji.
 Na pewno każda(y) z Was, kto odwiedza te przybytki, niejednokrotnie skompletował całą stylizację, wychodząc od jednego zakupionego tam drobiazgu, jak chusta czy pasek.
Ja kiedyś nabyłam skórzane szelki (o, te) za 3 złote  i nagle pojawiły mi się liczne pomysły na zestawy z ich udziałem.

2. Jakość
Wolę kupić koszulę czy T-shirt Giny Tricot w lumpeksie niż nówkę w H&M. Nawet gdyby miały kosztować tyle samo.
Większość sieciówek, na które stać statystycznego Polaka, to sklepy z ładnie podanymi, ale fatalnie uszytymi szmatkami kiepskiej jakości.

Nie mówię, że w zwykłych sklepach jest źle, a w ciucholandach wspaniale, ale często się przekonuję że za przysłowiowy grosz nabyłam ubranie, które posłuży mi przez lata, a pralka nie będzie mu straszna.

W lumpeksie można upolować coś, co wręcz uchodzi za odrobinę luksusu. Na przykład kogo z Was stać, by kupować kaszmirowe swetry czy jedwabne szale? W cenach, za które oferują je zwykłe sklepy? Jasne, od święta można odżałować, ale sweterek za 500 zł uważam za zbytek i półkę, do której zasadniczo nie sięgam. Ale za zero mniej? A nawet jeszcze mniej? Dlaczego nie!?

Ubrania w ciucholandach czasami potrafią zadziwić stosunkiem jakości do ceny.

3. Dodatki
Moim zdaniem dodatki w sklepach są stanowczo za drogie. W porównaniu do sukienek, spodni czy butów, takie elementy garderoby jak apaszka, pasek czy też rękawiczki są po prostu drogie.
Bez tego strój bywa jednak nijaki. Chusta, naszyjnik, pasek, ciekawa czapka wieńczą dzieło, a w lumpeksach jest sporo takich drobiazgów. W cenach, które nie zatrważają.

4. Zdobycze przy okazji
 Sklepy z odzieżą używaną to również składziki wszelkich innych skarbów. Kupisz tam ładną ozdobę świąteczną hand-made, zasłonę, kupon pięknego materiału, ceramiczną laleczkę, bransoletkę, torbę... długo by wymieniać.
Lubię takie niespodzianki. A Wy?

4. Szyjesz? - wygrywasz!
Odkąd mam maszynę do szycia. przerobiłam dużo ubrań.
Zdarzyło Wam się znaleźć w lumpeksie jakąś ładną sukienkę albo świetną bluzkę, ale były za duże, miały za długie rękawy czy coś było w nich nie tak? A wy zagryzaliście z żalem wargi?  Oddawanie takiego ubrania do krawcowej zazwyczaj się nie opłaca. Ale jeśli ma się maszynę w domu, można sporo przerobić, skrócić, zwęzić, zaczarować.
Często zdarza mi się kupować ubranie, bo uszyto je z ciekawej tkaniny, na którą wcześniej czy później znajdę pomysł. Albo nie przeraża mnie ciuch o dwa numery za duży. Chwila moment i będzie leżał idealnie!




Słowem, lubię i doceniam lumpeksy.
I myślę, że nie bez powodu jest tych sklepów aż tyle. W każdej mieścinie jest ich co najmniej kilka. O dużych miastach nie wspominając.
Ubieranie się w lumpeksach to może być rodzaj hobby, sposób na modę. Mnóstwo moich znajomych tam chadza. Blogerzy modowi też otwarcie się do tego przyznają.
To nie coś wstydliwego, przeciwnie - jeśli masz dar szperacza i silnie rozwinięty instynkt łowczy, inni na pewno ci zazdroszczą;-))


*    *    *

Pozostajemy w temacie.
Kiedy przymierzyłam sobie zestaw, który dziś Wam prezentuję, powiedziałam do mojego dziesięciolatka: "Zobacz - koszula za sześć złotych, spódniczka za dwa złote, kurtka za dwie dyszki..."
"No, Shopping Queen", podsumował.
:-)

Tak, nie da się ukryć, że to tani zestaw. Ale czy wygląda źle? Myślę, że lepiej niż nowe chińskie fatałaszki z targowisk. I choć nie przywiązuję szczególnie wielkiej wagi do metek, raczej obiektywnie oceniam, czy coś jest dobre i zwyczajnie ładne, to akurat tu pokazuję ubrania, za które w standardowym sklepie trzeba troszkę zapłacić.

Nowe są trampki, torba i okulary (bryle to pamiątka z tegorocznych wakacji).

Do rzeczy.
Zdjęcia.



kr4.jpg

kr1.jpg
kr6.jpg

kr7.jpg



kr10.jpg

kr12.jpg


kr14.jpg


kr16.jpg

kr17.jpg

kr18.jpg

kr19.jpg
fot. Riko



koszula (shirt) - sh
spódniczka (skirt) - sh
kurtka (jacket) - sh
pierścionek (ring) - sh
torebka (bag) - Sinsay 
okulary (sunnies) - nn
zegarek (watch) - nn
trampki (sneakers) - nn
 


Zaloguj się, żeby dodać komentarz.