Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Szyfon i kwiaty

Zobacz oryginał

Do kwiatów jako motywu nadającego się do tego, bym mogła go założyć przymierzałam się długo - chociaż od czasu do czasu trafiały do mojej szafy ubrania zdobione kwiatowymi wzorami, to częściej zdarzało się tak, że zamiast być przeze mnie noszonymi pozostawały na wieki wieków na półce lub wieszaku.


1.jpg

Nie mówię o czasach dzieciństwa i nastolęctwa - mając kilkanaście lat i biegając w glanach uwielbiałam kwiaty, nosiłam nawet długą spódnicę z namalowanymi na niej słonecznikami.

Fascynacja nimi przeszła mi mniej więcej wtedy, kiedy przefarbowałam włosy.
Ogólnie bardzo wiele kolorów i wzorów "wypada" mi z noszenia z racji tego, że te moje kłaki mają taki a nie inny odcień (przefarbowanie ich nie wchodzi w grę - nie chcielibyście mnie tu oglądać w płomiennej rudości ani w żółtym blondzie, uwierzcie... ja siebie też nie ;P).
Często wydaje mi się, że jakiś kolor zdecydowanie nie będzie do nich pasował - i pewną jestem, że nie jest to tylko moje wydawanie się, a aksjomat.

Przede wszystkim tyczy się to czerwieni - unikam jej, unikam jak ognia.

Dlatego też kiedy w ubiegłym roku - już zdecydowanie poza sezonem, bo w okolicach października - kupiłam tę koszulę, to po przyniesieniu jej do domu westchnęłam tylko, machnęłam ręką i rzuciłam pod nosem:
"Mar, ale Ty jesteś głupia - kwiaty i czerwień na jednym ciuchu? To prawdziwe combo nieszczęść... po co Ci było ostatki pieniędzy wydawać na to..."

Cóż - zaczarowała mnie szyfonowym materiałem.
I możliwością wiązania na brzuchu.
To są rzeczy, na które jestem łasa - jak widzę w sklepie szyfonową (albo szyfonowej podobną) koszulę, to biorę ją bez zastanowienia. Choćbym miała już pięć takich.
A jeśli jest wiązana na dole, to gotowa jestem wziąć nawet dwie ;)

7.jpg

Nie sądziłam więc, że uda mi się przełamać i że naprawdę kiedykolwiek założę moją koszulę w kwiaty.

Ale przyszła wiosna, przyszła moda na boho - pomyślałam sobie, że w najgorszym razie wtopię się w tłum i na fali trendu nie będę zbytnio rzucała się w oczy.

6.jpg

Już pierwsze (jakieś marcowe chyba) założenie tego szyfonowego cuda uświadomiło mi, że nie jest źle - fajnie wyglądam w tych kwiatach.
A jak usta pociągnę szminką w identycznym jak ta na nich czerwień kolorze, to już w ogóle jest dość dobrze ;)

Wiosną nosiłam ją z tą czarną kamizelką, którą już dobrze znacie - teraz, kiedy zrobiło się nieco cieplej a tamtą kamizelkę wyeksploatowałam już tak, że bardziej chyba nie można, to postanowiłam znaleźć dla niej jakąś alternatywę.

Długo nie szukałam - jakiś czas temu kupiłam w Terranovie takie bawełniane coś, co miało być kamizelką, a bardziej przypominało szmatę do podłogi.
No dobra - raz czy drugi mi się to podobieństwo wyraźne bardzo wydało.
Dlatego też nigdy jej nie założyłam.

5.jpg

Ale postanowiłam dać jej szansę - dawanie szansy rozpoczęłam od wyprasowania ciucha ;P
Ten prosty krok wystarczył do tego, żeby kamizelka zaczęła przypominać kamizelkę ;)

Nie jest to rzecz wysokiej jakości - ot, kawałek bawełny.
Ale dość fajnie uzupełnia się chyba z tą koszulą.

4.jpg

W dniu, w którym robiliśmy zdjęcia (a było to dwa tygodnie temu) pogoda była już nieco lepsza niż w połowie czerwca, ale nadal nie przypominała letniej.
Moje plany obfotografowania tego zestawu w wersji z szortami spełzły więc na niczym - po wyściubieniu nosa (a właściwie - nogi) na zewnątrz pospiesznie przebrałam się w tregginsy.
Co jak co, ale chorego pęcherza mieć nie znoszę (a tak się kończą moje próby zakładania kusych ciuchów w aurę niezbyt dla nich odpowiednią).

2.jpg

No i wszystko super - wszak tregginsy zawsze spoko.
To moje ulubione spodnie, w dodatku te są nówką sztuką - potencjalnie miały się na zdjęciach prezentować rewelacyjnie (żadnych przetarć, żadnych spłowień).

Kupiłam ten sam model, który nosiłam w zeszłym roku i wiosną.

A przynajmniej tak sądziłam - Pani przy Kasie również mnie zapewniała, że od tregginsów z ubiegłorocznej kolekcji różnią się tylko brakiem nitów z przodu.
No to wzięłam mój rozmiar.
Bez mierzenia.

Jak przyszło do założenia portek, to oderwałam metkę, spodnie wciągnęłam na tyłek i dawaj - jedziemy na zdjęcia.
Gdzieś tak między piątym a pierwszym piętrem - jeszcze w czasie jazdy windą na parking - uświadomiłam sobie... że jakieś takie, kurde, luźne są.

Że mi się ta luźność nie ubzdurała przekonałam się po paru minutach robienia zdjęć, jak Lechu mi pozwolił podejrzeć efekty naszej pracy.
Na zdjęciach widać było dobitnie to, co przeczuwałam od wyjścia z domu - portki są nieco za duże.
Oczywiście - nie podobało mi się bardzo to, co przez ten fakt się z nimi zadziało.
To, jak się marszczą.

Mój dobry wtedy humor błyskawicznie zniknął.

Więc wiecie - nie do końca jestem z tych zdjęć zadowolona.

3.jpg

Przed wyrzuceniem spodni i kupieniem drugiej pary w mniejszym rozmiarze (ale chyba nie ma tego modelu w 32 :() powstrzymuje mnie wizja tego, że może w czasie urlopu nieco przytyję, a w dodatku moja mama obiecała mi pomóc i wyprać je tak, żeby nieco się skurczyły - ja takich technik nie znam ;P

1.jpg
Prawie zapomniałam - lenonki!

Przecież to nowość, debiutują na blogu!
Trzeba o nich napisać!

8.jpg

Marzyłam o dużych lenonkach.
Te, które mam pochodzą z czasów, gdy modne były nieco mniejsze modele.
A że mnie się takie duże zamarzyły (znowu przez Was - Wy na swoich blogach pokazywałyście już te "nowe" lenonek odsłony), to musiałam, musiałam i ja je mieć!

13.jpg

No i znalazłam - w SinSay'u.
Jeszcze przed wyprzedażami.
Były przecenione, bo odpadły od nich takie osłonki na nasadę nosa.
No wiecie, takie "koraliki", które pozwalają lepiej umocować okulary na nosie.
Mnie ten defekt w niczym nie przeszkadza - a że kosztowały pięć złotych, to w ogóle się nad kupnem ich nie zastanawiałam ;)

Nie mówcie, że nie są fajne ;)

10.jpg

Fedora - H&M
Okulary - SinSay
Koszula - no name (Cukier Puder Vintage Store)
Kamizelka - Terranova
Tregginsy - H&M
Worek z frędzlami - no name (Allegro)
Sandały - Catwalk (Deichmann)

11.jpg

Kolejny zestaw (planowo do opublikowania w początkach następnego tygodnia) będzie już zdecydowanie bardziej letni.
Będą szorty.... i będzie Mar w warkoczu ;)

Tak, tak - naprawdę, nie zalewam ;)

Także - nie możecie wziąć sobie wolnego od zaglądania do mnie ;)
W żadnym razie!

12.jpg

Ściskam Was mocno i ciepło pozdrawiam, Wasza Mar!

P.S. Odliczam dni do urlopu. Zostało ich tak niewiele! 

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.