Lista blogów » Neonowa Strzała

landryna

Zobacz oryginał
1.JPG
2.JPG3.jpg
sukienka H&M | marynarka Bershka | szpilki Venezia | torebka Paulina Schaedel 


 Muszę przyznać, że róż jest jedynym kolorem, który budzi we mnie wątpliwości, jeśli chodzi o użycie go w stylizacjach. Niestety, stereotypy robią swoje i albo kojarzy mi się on z dziewczynkami w wieku przedszkolnym lub szkolnym (wężyk 30 dziewczynek ubranych na różowo z pewnością jest Wam znany), bądź kojarzą mi się z przesłodzonymi dziewczynami, które nie grzeszą inteligencją. Sama czasem mam wrażenie, że jak ubiorę się na różo, moje IQ diametralnie spada w dół, a wszelkie "mądrości”, jakie mogłyby być wypowiedziane przez rok, wychodzą z moich ust w jeden dzień. Zatem, czy to efekt placebo, że nagle nosząc róż (napisałam początkowo "rusz" - widzicie, o tym właśnie mówię :D), czuje się głupsza, bo stereotyp, który znam i który mi siedzi w głowie, dominuje nad rozsądnym myśleniem?
Magdalena Kanoniak (znana Wam pewnie szerzej z Internetów jako Radzka), w swojej książce pisze, że róż, szczególnie ten jasny, jest kolorem uczuć, miłości i ufności. Osoby noszące ten kolor są wrażliwe, empatyczne, a podejmując decyzje kierują się intuicją. Mogą być odbierane czasem jako dziecinne (M. chyba coś na ten temat wie) i infantylne - to, całe szczęście, określenie, które mnie nie dotyczy. Reszta się zgadza. Nieraz wspominałam o tym, że wybierane przez nas kolory wynikają z tego, jacy jesteśmy, odzwierciedlają nasz charakter. Swoich stylizacji nie wyobrażam sobie bez kolorów, ale o ile kiedyś róż dla mnie całkowicie nie istniał, tak teraz powoli zaczyna pojawiać się w mojej szafie. Noszę go oczywiście na swój sposób, "bronię" dane zestawy tak, aby samej nie mieć wątpliwości, czy dobrze wybrałam, ale wiem, że nie ucieknę już przed tym kolorem i nieraz będzie mi towarzyszył.
Czy się zmieniłam? Na przełomie kilku ostatnich lat z pewnością bardzo. Szczęście i miłość, przenikają mnie do szpiku kości i to z pewnością dlatego poznałam, co to empatia, doświadczyłam płaszczu ze szczęścia, ale i nieraz wzruszyła mnie historia drugiej osoby (zarówno szczęśliwa, jak i ta przykra), przekonałam się, że jestem wrażliwym człowiekiem, i że jedynie pozytywne nastawienie do życia może pomóc je przeżywać tak, jak chcemy. Czy zmiany przyszły same? W jakimś stopniu tak. Z pewnością zaczęły następować wraz z uleganiem miłości. Otoczka chroniąca moje serce przez niesprawiedliwymi atakami losu zaczęła się wykruszać, a ja złagodniałam.
Czy jestem przez to słabsza? Z pewnością nie duchowo ;)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.