Lista blogów » Noszę co Lubię

tulipanowa sukienka i totalne ciemności

Zobacz oryginał


 Co u Was? Jak weekend? Mnie wiatr zatrzymał w domu. Nie znoszę wiatru i jeśli nie muszę, nie wychodzę na zewnątrz.
Pamiętacie może, jak w tym poście wspominałam, że wybieramy się imprezę z okazji 20. rocznicy ślubu mojego kuzyna i jego żony oraz "osiemnastki" ich syna.
Dziś prezentuję, co miałam wówczas na sobie. W sumie dopiero dziś. Ale w zasadzie uważam, że taki zestaw, z dość odważną ozdobą na głowie, nadawałby się także na jakieś karnawałowe wyjście. Zgadzacie się?

Sukienkę nabyłam na jednym z Babich Bazarów organizowanych przez bardzo operatywne babki. 
Kiecka była o rozmiar za duża, ale wespół z moją maszyną zdołałyśmy ją zmniejszyć. I dobrze, bo świetnie się czuję w takich tulipanowych krojach.

Do tego moje mięciutkie futro po Mamie, torebunia i fascynator na głowę popełniony przez moje alter ego



k26.jpg
k23.jpg


Miałam Wam także zdradzić, co sprezentowaliśmy całej trójce jubilatów.  Kiedy wpadłam na pomysł, co to będzie, sama z siebie byłam zadowolona. Po pierwsze ulżyło mi, że już nie muszę kombinować, po drugie, że to coś fajnego, pod czym całkowicie się podpisujemy.
Podarowaliśmy im zaproszenia do bardzo, bardzo ciemnego miejsca. To najbardziej niezwykła restauracja, w której byłam. W Polsce są chyba takie dwie.

Kilka lat temu opowiedzieli nam o niej znajomi. Słuchaliśmy zafascynowani, a potem sami się tam udaliśmy. Przeżycie niesamowite.
Na początek idzie się do poczekalni. Przychodzi ktoś z obsługi na rozmowę. Mówisz, co lubisz, czego absolutnie nie zjesz. Musisz powiedzieć, jeśli jesteś na coś uczulony. Można zasugerować smaki - ostre, słodko-kwaśne itd. Potem wybiera się rodzaj menu - można wybrać na przykład takie, które dobrze wpływa na nastrój. Jest też opcja dla odważnych - extreme. Tu totalnie nie masz wpływu na to, co poda ci kucharz. Chociaż ogólnie jest zasada niespodzianki, bo mimo podanych preferencji nie wiesz, co dokładnie otrzymasz na talerzu.

 W sali restauracyjnej jest tak ciemno, że nie widzisz własnej dłoni, wciąż masz szeroko otwarte oczy, szukając choćby światłocienia, ale nie ma na to szans, więc w końcu je zamykasz. Kelnerzy prowadzą cię do stolika. Idzie się gęsiego, trzymając osobę przed sobą za ramię.
Obsługa nosi noktowizory.
Je się palcami, bo i tak nie trafi się widelcem w kawałek dania (o ile znajdzie się widelec).

Jedząc, wciąż analizujesz smaki, zapachy, wyobrażasz sobie, jaki kolor ma to, czego właśnie kosztujesz. Jest to przedmiotem rozmów. Niesamowite, jak bardzo uaktywniają się zmysły powonienia, smaku, a nawet dotyku po tym, jak wyłączymy ze spożywania posiłku wzrok.

Co ciekawe, rzadko komu udaje się dobrze rozpoznać, co jadł. Otóż po kolacji znów zapraszają do poczekalni, gdzie mówisz, co twoim zdaniem było na talerzu. Ja byłam pewna, że moje danie miało czerwony kolor i bazowało na wieprzowej polędwiczce.  Nie trafiłam absolutnie. Nawet z warzywami poległam.Tylko przy deserze poszło mi lepiej. No, ale raczej mało kto zdemaskowałby te wszystkie dziwne sosy, przyprawy, zioła i likiery...

Jednym słowem, niezwykłe miejsce. Polecam.


k22.jpg
k20.jpg


k21.jpg
k15.jpg


k8.jpg


k17.jpg


k3.jpg


k5.jpg


k4.jpg


k9.jpg




k16.jpg


k12.jpg


k19.jpg
k11.jpg
k7.jpg


sukienka (dress) - top secret
futro (fur) - orsay
żakiet (jacket) - h&m
buty (shoes) - vintage
torebka (bag) - sh
fascynator (headpiece) - Lady Trik


Zaloguj się, żeby dodać komentarz.