Lista blogów » Mademoiselle Emnilda

Emnildowy mix modowy #2

Zobacz oryginał
DSC_0036.JPG

To miał być bardzo mądry wpis o jednym z najlepszych filmów, jakie widziałam w życiu. O Pianistce. Kilka lat temu, podczas pierwszego seansu, skłaniałam się raczej ku stwierdzeniu: "Już więcej go nie zobaczę", niż: "Cóż za zachwycające kino!", ale czas weryfikuje oceny, pozwala spojrzeć na temat z innej perspektywy, więc do Pianistki wróciłam. I dałam się całkowicie pochłonąć - podobnie jak Śmierci w Wenecji - dopiero za drugim razem, ale jednocześnie mam wrażenie, że kiedy obejrzę ją po raz kolejny, nic już w niej nie odkryję (w przeciwieństwie do Godzin, które za każdym razem stają się dla mnie filmową ucztą). Jednak nie zmienia to faktu, że uważam Pianistkę za film niezwykły, absolutnie genialny i z pewnością nadejdzie czas, że znów po niego sięgnę. Póki co, film ten wykończył mnie psychicznie, będąc jednocześnie nieprzyjemnym i fascynującym. Nie uważam jednak, że jest to film niesmaczny czy chory (jak można wyczytać w niektórych recenzjach). Siłą Pianistki są emocje, mroczny i gęsty klimat skomplikowanych relacji w trójkącie: zagubiona pianistka Erika - nadopiekuńcza matka - cyniczny kochanek, samotność, wyobcowanie bohaterki i głębia muzyki. Kontrowersyjne sceny uznałabym za celowy zabieg, pokazujący, że nie zawsze to co się nam wydaje - w tym wypadku kulturalna i szanowana pianistka, skrywająca perwersyjne fantazje - jest tym samym w rzeczywistości. Pianistka to też doskonała tytułowa rola - moim zdaniem najlepsza ze wszystkich - Isabelle Huppert.
......
Moją reakcją na Pianistkę był bezbrzeżny smutek i bezsilność, które trzymały mnie w swych szponach przez kilka dni. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam się... leczyć. Tak. Jak mówi ludowa mądrość: "Czym się strułeś, tym się lecz", więc stwierdziłam, że inne filmy z udziałem Isabelle Huppert, które rozwiałyby mi postać tej biednej, samotnej Eriki, będą idealne.
......
I w tym momencie mogę napisać Wam, dlaczego wpis o Pianistce nie doszedł do skutku, w takiej formie, w jakiej chciałam go stworzyć, czyli z naciskiem na postać bohaterki. Otóż, kiedy już byłam odpowiednio natchniona, naładowana muzyką Schuberta, a w mojej głowie trwała nieustanna projekcja scen z życia Eriki o twarzy Isabelle Huppert (to ważne), mój komputer powiadomił o ściągnięciu nowego filmu - właśnie z gatunku tych leczniczych:) A że ja zawsze sprawdzam czy wszystko gra, sprawdziłam i tym razem, trafiając akurat na scenę, w której Isabelle Huppert, wesoła i roześmiana, tańczy sambę. I czar prysł. Erika się rozwiała i koniec. Nie ma wpisu.
......
A jaki z tego morał? Po pierwsze - nigdy nie mówicie "nigdy więcej" filmom, które Was rozczarowały. Za jakiś czas być może staną się największymi hitami Waszego życia (aż boję się o tym myśleć w kontekście filmu Salo, czyli 120 dni Sodomy, który w tej chwili uważam za największe nieporozumienie kina europejskiego). Po drugie - polecam film Copacabana (to ten z tańczącą Huppert). Przyjemne, lekkie, ale jednocześnie refleksyjne kino. A po trzecie - chociaż Pianistka naprawdę wywróciła mnie na lewą stronę, to mam ogromną ochotę przeczytać książkę Elfriede Jelinek, na podstawie której film został nakręcony. Już. Teraz. Zaraz.


DSC_0041.JPG

Tak na marginesie: dzisiejsze zestawy, to taki mini zbiór tego, co miałam na sobie w maju. Wiem, że lepsze byłyby zdjęcia z pleneru, ale nie zawsze mamy z Włóczykijem czas, aby je dla Was zrobić. Natomiast zdjęcie w lustrze przed wyjściem to dla mnie żaden problem, dlatego pomyślałam, że na koniec miesiąca (lub rzadziej), będę zamieszczać takie właśnie miksy. Mam nadzieję, że atutem pozostanie różnorodność i kilka opcji ubraniowych w jednym wpisie. Au revoir.

DSC_0043.JPG

DSC_0045.JPG

DSC_0123.JPG

DSC_0125.JPG

DSC_0128.JPG

DSC_0478.JPG

DSC_0480.JPG

DSC_0481.JPG
 
Ostatnia propozycja inspirowana Pianistką właśnie - filmem, o którym piszę wyżej.

DSC_0490.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.