Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

BOHO Style

Zobacz oryginał

Gdyby ktoś chciał kiedyś zapytać mnie o to, jaki jest mój styl, to nie wiedziałabym, co mu odpowiedzieć.


Nigdy nie miałam "swojego" stylu pod względem wybierania rzeczy tylko "takich", a tych "nie takich" - to już nie.

Nie ma więc w mojej szafie tylko ubrań eleganckich, butów - jedynie na płaskim obcasie, a toreb - wyłącznie dużych.
Pewną rzeczą, która mnie w jakimś tam stopniu może charakteryzować jest to, że lubię biżuterię prostą i mało krzykliwą, kolejną - to, że nie noszę t-shirtów ani innych ubrań z printami czy też rzucającymi się w oczy wzorami.
Częściej stawiam na rzeczy luźne niż obcisłe, ale też nie jest to regułą.
Mam swoje ulubione kolory, chociaż czasami - metodą prób i błędów - szukam czegoś nowego (okazuje się to czasem strzałem w dziesiątkę - tak było z pastelowymi odcieniami różu i kobaltem, w ostatnim tygodniu przekonałam się, że podobnie jest z bordowym).
Nie przepadam też ze spódnicami, bo w długości, którą lubię, wszystkie modele jakie napotykam są na mnie albo zbyt małe albo za duże (powinni wprowadzić rozmiar "medium S" - dla takich jak ja, co to w niektóre xs-ki wchodzą, ale na inne są zbyt rosłe, a przeciętna s-ka wisi na nich, jak na wieszaku).

Kolejną rzeczą, która trochę mnie charakteryzuje i pozwala mi na wybieranie dla siebie rzeczy pochodzących z różnych stylów jest moje upodobanie do dziwnych fasonów - albo po prostu rzeczy nietypowych, z pozoru mało ciekawych ;)

Jedną z takich rzeczy był mój zeszłotygodniowy łup outletowy, znaleziony w mojej nowej mekce zakupowej - łódzkim Outlecie 99.
Jeśli ktoś jest z Łodzi to pewnie outlet ten wyhaczył już dawno - mieści się on w samym centrum miasta, na ulicy Piotrkowskiej 99 (stąd nazwa). 

Jeśli ktoś nigdy w nim nie był, to zachęcam do odwiedzenia sklepu i skierowania się na górne jego piętro - tam najdroższa rzecz kosztuje 49 złotych.
A za złotych 19 znajdziecie ubrań całą masę!

Tyle też kosztowała mnie ta koszula.

Zwróciłam na nią uwagę ze względu na kolor. Coś pomiędzy pomarańczem a rudością.
Lubię rudości, jest mi w nich dobrze - jak prawie każdej osobie czerwono i rudowłosej ;)

No tak, kolor - mój.

Ale rozmiar... Koszula była wielka - duże 38.

Sięgała mi prawie do kolan i wyglądała jak tunika ciążowa ;)
Chciałam zobaczyć, jak będzie wyglądała po wpuszczeniu w spodnie, najlepiej - brązowe. Dlatego też ściągnęłam z najbliżej stojącego obok mnie wieszaka pierwsze z brzegu spodnie w tym kolorze.
Efekt był - jak dla mnie - powalający.
Nie mogłam napatrzeć się na swoje odbicie w lustrze.

Przy okazji okazało się, że spodnie (będące tak naprawdę tregginsami - i to takimi prawdziwymi, z gumką w pasie) też kosztują 19 złotych, więc bez wahania zaniosłam do kasy obie rzeczy.

I tak oto zostałam posiadaczką koszuli, w której wyglądam prawie jak hipiska, a przy okazji znalazłam nowe spodnie - nie czarne i nie o kroju bryczesów albo baggy, do których ostatnimi czasy żywiłam największe upodobanie i których naliczyłam w mojej szafie pięć par ;)

Korzystając z tego, że ubiegły weekend był stosunkowo ciepły (podkreślam: stosunkowo, bo w czasie robienia zdjęć i tak zmarzłam, czego efektem jest kolejne w ciągu ostatniego roku zapalenie zatok, na które właśnie cierpię i na które cierpieć będę także wkrótce, a potem znowu i znowu, bo taka moja uroda, a poza tym jestem strachliwą Mar i boję się jak diabeł święconej wody operacji, która to ma mnie przed nawrotami tego paskudztwa uchronić całkowicie) wybraliśmy się z MOFem na"sesję", żeby uwiecznić moje nowe nabytki na zdjęciach.

2_male.jpg

Dobrze się stało, że kurierowi udało się dowieźć mi przed weekendem inny zakup:
bardzo fajną, dość dużą kopertówkę, ale nie tak dużą jak ta, którą znacie z kilku moich poprzednich stylizacji.
Okazało się bowiem, że pasuje ona do mojej nowej koszuli idealnie!

Kopertówkę znalazłam na aukcjach Allegro - jest bardzo prosta, bez udziwnień i zdobień (chociaż istnieje możliwość zamówienia modelu z okuciami - można sobie wybrać nawet wzór okuć i ich kolor), wygląda prawie, jakby była skórzana, a w dodatku jest to produkt polski (zakład znajduje się w niewielkiej miejscowości niedaleko Łodzi).
Kosztowała.... 16,99.

No sami przyznajcie - jak mogłam jej nie kupić?

9_male.jpg


5_male.jpg


Do całości dodałam botki z nieco tylko poszerzaną cholewką i na słupku, które przeleżały w mojej szafie kilka lat i całkowicie o nich zapomniałam - dobrze, że nie wyrzuciłam pudełka z nimi w ferworze przedświątecznych porządków - oraz metalowe, złotawe bransoletki z H&M'u (mam ich chyba pół kilograma - kupowałam swego czasu takie bransoletki z namiętnością złomiarza).

Tyle mojego pisania!

Zostawiam Was ze zdjęciami ;) 

6_male.jpg

7_male.jpg





















8_male.jpg

1_male.jpg




Koszula - b. young (outlet)
Tregginsy - Vero Moda (outlet)
Kopertówka - Allegro
Bransoletki - H&M
Botki - Naomi (BOTI)

3_male.jpg

4_male.jpg

P.S. Dziękuję Wam za to, że jesteście - ja zaglądam do Was też w każdej wolnej chwili.
To, że usunęłam z bocznego paska listę blogów, które obserwuję nie oznacza, że nie obserwuję już nikogo ;)
Po prostu doszłam do wniosku, że wygląda ona dość mało estetycznie ;P

P.S (2) Moja stylizacja Black wool coat wygrała w cyklicznym konkursie
WOW Tygodnia
organizowanym przez portal FashionWall.pl !!!


nagroda.jpg

(Tak, wiem, grafik komputerowy ze mnie żaden ;P
ale, ale - macie przynajmniej dowód na to, że nawet w obliczu ogłuchnięcia na jedno ucho poczucie humoru mnie nie opuszcza ;P)

Dziękuję tym wszystkim z Was, którzy głosowali na mnie :) 

Nagrodą, jaką otrzymałam (i która mam nadzieję niedługo do mnie dotrze) jest bon na zakupy w sklepach marki Moodo.
Najbliższy salon marki mam w Kutnie, ale nic to dla Mar - pociąg do Kutna odjeżdża spod mojego domu ;P będę twarda!

Pozdrawiam Was serdecznie - Wasza Mar!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.