Lista blogów » Domowa Kostiumologia

osiemnastowiecznie - stays i buciki

Zobacz oryginał

Stays skończyłam już dawno temu, ale jakoś nie było okazji zrobić im zdjęć (...no i tak długo je się zakłada!! :D). W końcu temat był na tyle przeterminowany, że stwierdziłam "A, co tam. Pokażę je razem z gotową suknią". Nie pomyślałam tylko, że sama suknia będzie powstawała milion lat. 

Ale, ale! Załapiecie się też na fotki moich śmiesznych osiemnastowiecznych butów. Kiedy Daisy je zobaczyła, powiedziała: "Wooow! Są strasznie brzydkie, ale wyglądają tak... epokowo!". To mniej więcej wyraża mój do nich stosunek. Sprzedawczyni w second-handzie prawdopodobnie wątpi teraz w mój dobry gust, ale z resztą outfitu prezentują się znakomicie.

Stays - uszyte z dwóch warstw grubego materiału. Pierwsza próba gorsetu pół-fiszbinowego z podszewką zakończyła się porażką, dlatego poprzestałam na minimum i zmieniłam koncepcję. Nie był to taki zły pomysł. Zawsze podobały mi się gorsety pełnousztywniane, a z tworzenia go miałam tyle zabawy i radości, że jeszcze zanim skończyłam, postanowiłam uszyć kiedyś kolejny. Przede wszystkim fajnie wciska się fiszbiny do kanalików - od razu widać efekt pracy.

A, no właśnie - fiszbiny. Użyłam opasek kablowych, o, takich - szerokość 4,8mm, różnej długości. Na początku zainwestowałam w 50 0pasek, ale okazało się, że zużywam je dość szybko. Ostatecznie skończyło się na około 90 fiszbinach (licząc te krótkie, niedorobione). Wykrój powstał dzięki tej stronie  - znajdziecie tam generator wzoru, który po małych modyfikacjach może służyć za bazę gorsetu XVIII-wiecznego. Ustawienie fiszbin bezczelnie odgapiłam od dziewczyny z tego bloga, zmieniając tylko jedną rzecz - patki są u mnie nieusztywniane.

DSC03501.jpg


DSC03503.jpg


DSC03505.jpg


DSC03507.jpg


(Bardzo złe zdjęcia zawdzięczacie tym razem późnej porze robienia oraz chamskiemu przycinaniu kadrów, co skończyło się zaawansowaną pikselozą.)

Całość wykończyłam lamówką (ręcznie - ja!! czy to nie wspaniałe?), nie pytajcie, co mnie pokusiło o taki kolor. A teraz trochę o moich innych śmiesznych błędach:

1. Widzicie te metalowe oczka? Haha, wynaleziono je w latach 20. XIX wieku. Dowiedziałam się o tym zaraz po wielkich zakupach, w trakcie których wydałam fortunę na narzędzie do ich nabijania. Nie mogłam uwierzyć, że tego nie przewidziałam - przyzwyczajona do XIX wieku, w którym techniki są zbliżone do tych nowoczesnych, nie wpadłam na to, żeby przejmować się, "czy to już wymyślili". Trudno, pomyślałam! Zapłaciłam? Będą oczka. 

2. Sznurowanie. I znów. Kto by pomyślał, że wtedy sznurowano INACZEJ. Spiralnie, zamiast na krzyż. Oczywiście zauważyłam to już po nabiciu oczek, co uniemożliwiło mi specjalnie ich ustawienie. Na szczęście to jakoś dało się obejść, chociaż stays odrobinkę się przez to krzywią.

3. Nie wzięłam pod uwagę moich odstających łopatek. Zazwyczaj pamiętam o nich, konstruując tyły sukni - ale nie pomyślałam, że ramiączka mogą przez to dziwacznie się układać. Mama poradziła mi, żebym troszkę je przycięła, ale to było już po obszyciu całości lamówką. Dziwne ramiączka zostają.


Dzięki w miarę miękkim fiszbinom stays są "prawie że wygodne", a kształtują i spłaszczają sylwetkę. Zastanawia mnie tylko, czy powinny wrzynać mi się w plecy. No i sznurowanie to prawdziwa męka. Zajmuje wieki. 

Teraz czas na buciki...


DSC03498.JPG

Ta-da!



A już niedługo ciąg dalszy moich zmagań z osiemnastym wiekiem.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.