Francesco
Zobacz oryginał śr., 14/08/2013 - 19:19Podczas trwania konklawe koleżanka, która zaprzyjaźniona z Kościołem nie jest zapytała się mnie, kogo bym chciała, jako papieża. Odpowiedziałam jej wówczas (a było to w trakcie rozgrzewki na wuefie :D), że właściwie jest mi to obojętne, bo papież realnie nie ma żadnego wpływu na moją wiarę i przecież i tak nie zrobi żadnych przewrotów i rewolucji w Kościele, które mogły by mnie jakoś mocno dotknąć i realnie wpłynąć na moje życie. Takie podejście miałam kilka miesięcy temu. Wówczas też straszliwie irytowała mnie cała szopka wokół osoby papieża- nie wiem, może wcześniej (przy wyborze Benedykta) jej nie widziałam, a może rzeczywiście jej nie było?
Franciszek zaskoczył... tym, że został wybrany. :) Wszak nikt o nim nie wspominał w najbardziej skrupulatnych rankingach, nie wpisywał się w ramy idealnego papieża, nie miał największych szans. No właśnie... największych szans według kogo? Według jakich norm? Bo może w oczach dziennikarzy nie zasługiwał na uwzględnienie w życiorysach, to w oczach Ducha Świętego okazał byś się następcą Piotra.
Franciszek jednak zaskakuje wciąż. Zastanawia mnie, czy to zasługa jego osoby, czy może po prostu jestem już starsza i sprawy Kościoła mnie bardziej dotyczą, ale uważnie śledzę jego pontyfikat, czego nie robiłam do tej pory. Czasami przeraża mnie medialny szum w okół jego osoby. Podbija facebooka, twittera, codziennie można trafić na artykuł o nim, a nawet na demotach go widziałam. No i oczywiście sprawa zdjęcia z teczką, które zrobiło wielką furorę. I niestety- częściej spotykałam artykuły o teczce, niż o słowach papieża, a przecież nie o to chodzi...
Cóż... myliłam się bardzo mówiąc, że papież nie ma żadnego wpływu na moje życie. Franciszek niesamowicie uczy mnie prostoty, pokory i przede wszystkim miłosierdzia. Myślę, że może to i dobrze, że wszędzie o nim mowa i nawet dobrze, że ludzie zachwycają się rzeczami mało istotnymi- teczką, butami, pelerynką. Oczywiście- szkoda, że często umykają przy tym słowa, nauka, ale myślę, że w ten sposób czerpiemy świadectwo. Świadectwo tego, że chrześcijanin to normalny człowiek. Zwyczajny człowiek, który kocha i niewiele do szczęścia potrzebuje. Cieszę się, że nasz papież otwiera nam oczy na potrzebę miłosierdzia, na potrzebę ewangelizacji i paradoksalnie na brak potrzeb.
Chciałabym, żeby w całym medialnym zgiełku nie uciekały jednak jego słowa, które naprawdę umacniają i dodają skrzydeł. Żeby jedynym, co o nim wiemy nie były zabawne anegdotki, których w tak krótkim czasie nagromadziło się całe mnóstwo. Dlatego zapraszam do przeczytania relacji z wywiadu samolotowego. klik Swoją drogą, uwielbiam zdjęcie z okładki Miłujcie się- jest niesamowicie pozytywne! :) Mam nadzieję, że to dopiero mocny i pozytywny początek i jeszcze dużo rabanu Franciszek narobi. :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



