Lista blogów » OVSKA

refleksje rewolucje

Zobacz oryginał

Jestem, żyję. Tak Wam trochę obiecankuję cacankuję, ale uwierzcie - ŻYCIE, a ja bardzo chcę, ale nie mogę.


loll4.png





Jadąc dzisiaj  wypchaną po brzegi krakowską sto siedemdziesiątką trójką, napadły mnie ataki przemyśleń, to chyba po tych okropnie długich wakacjach szare komórki w końcu się uaktywniły w stu procentach i doszłam do nieprawdopodobnie prostych, ale przełomowych wniosków. Nie wiem czy dotyczy to wszystkich, czy tylko ja tak mam - swego rodzaju zboczenie zawodowe, ale idąc ulicą, jadąc samochodem, autobusem, obserwuję ludzi. Po prostu ich oglądam, jak zdjęcia, czy film. Szukam czegoś interesującego, czegoś na czym mogę zawiesić oko, czegoś oryginalnego. To samo jest z samymi ulicami. Czasem przyciągają wyglądem, czasem są zwyczajnie nudne, bezpłciowe, nijakie. A przecież możemy żyć w takim pięknym świecie. Dlaczego nie zwraca się na to uwagi? Szara nijaka masa jest najgorszym co możemy dostrzec w mieście. Spieszący się ludzie, którzy nie zwracają uwagi ani na swój strój, ani na siebie nawzajem, ani na to co ich tacza. Codziennie ten sam schemat, te same zasady. Nie da się tego uniknąć, praca, szkoła - to wymaga dyscypliny, co tydzień rytuał się powtarza. Dni, tygodnie, miesiące przeciekają przez place, uciekają, aż w końcu wszystko - cała najbliższa przeszłość zlewa się w jedno. Dobrze, że od czasu do czasu świat dostarcza jakichś rozrywek, więc możemy umiejscowić konkretne wydarzenia w czasie, żeby całkiem nie stracić orientacji. "A to było wtedy jak X przegrał wybory", "a to wtedy jak ci spod piątki robili remont i do północy wiercili w ścianach", "a to jak przyszły te mrozy", "a to jak zrobili mega promocję w Tesco". Ta szara codzienność mnie przytłacza. A przecież można ją pokolorować. Każdy może swoimi własnymi kredkami. I czasem naprawdę można spotkać prawdziwych artystów. Do czego dążę w tych swoich wywodach? Mam wrażenie, że ludziom brakuje odwagi i wyobraźni. Przecież nikt nie lubi się nudzić, a te nasze ulice bywają takie monotonne... Dlatego dziękuję dzisiaj tej starszej pani w czarnym płaszczu, kapeluszu i sięgającym kolan białym szalu, tej dziewczynie w glanach i czarnej skórze i temu panu z dwudziestoletnią, znoszoną, skórzaną aktówką. Bo rozerwaliście mnie, w końcu jakiś przebłysk. To tak, jakbym skacząc po kanałach na których lecą same reklamy nagle natrafiła na taki z dobrym filmem, który po obejrzeniu daje dużo do myślenia. Jak widzę takiego rajskiego ptaka na ulicy to przecież zwracam na niego uwagę i nieważne jak dziwacznie jest ubrany zawsze będę mu w duchu gratulować i trochę zazdrościć tej odwagi. Bo ktoś ma swój świat i sam sobie go kreuje, nie pozwala na to innym, sam go buduje, maluje, potem urządza, żeby w nim móc mieszkać. Nie chodzi mi o fanatyków, bo i takich nie mało, tych którzy zatracili granice. Najważniejsze jest żeby własną planetę wprowadzić do codziennego życia, odnaleźć siebie w ogromnym świecie, znajdować inspiracje, widzieć barwy, kolorować otoczenie, inspirować się, inspirować innych, nie bać się działać. Zastanówmy się jak kupujemy ubrania. Bo ja zawsze muszę sprawdzić jak coś wygląda na kimś! Buty np. całkiem inaczej wyglądają na nodze. W 90% jakiś ciuch się nam podoba bo zobaczyliśmy go na kimś (na zdjęciu w internecie, na manekinie, na koleżance) i dlatego chcemy go kupić. O to chodzi w ulicy, jeśli mówimy o modzie. Tak chciałabym to widzieć, idąc ulicą widzieć cały czas inspiracje, a nie usilnie ich wyszukiwać.


Pozdrawiam inspirujących i inspirowanych.

PS. Nie, nie mam rurki w ustach. Kilkuelementowe lustro po prostu :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.