Szafa, wiele szaf i ta jedyna.
Zobacz oryginał śr., 10/10/2012 - 11:54
Pozostanę jeszcze przez kilka chwil w temacie porządków, szaf i ubrań. Oczywiście za sprawą moich niekończących się porządków. Tak jak weszłam do szafy, tak w niej trwam. Przy okazji dziwiąc się, ile mam rzeczy. Ilu rzeczy nie miałam na sobie od niepamiętnych czasów. Ile lubię, uwielbiam, noszę, nie noszę. Ilekroć wchodzę w przestań zwaną szafą, uświadamiam sobie, że ona żyje własnym życiem. I rozrasta się niczym Czerwona Róża. Tyle, że bez dziwnych drzwi i labiryntów. Niby tylko wąski kawałek podłogi, trzy szafy, regał, kilka półek i wieszaków - powierzchnia więcej niż ograniczona, a tyle możliwości. Gdybym miała cały pokój, prawdopodobnie byłaby mi tak samo ciasno. A z drugiej strony mieściłoby mi się tyle samo rzeczy. Półki też by się rozrastały. Specyficzne właściwości szafy. Kora śpiewała kiedyś o szafie. Starej szafie, w której można by żyć w czasie wojny. I o wielu szafach u znajomych, które można by zwiedzać przez wiele lat. Zawsze bardzo mi się podobała ta piosenka. Tak samo, jak bardzo fascynują mnie szafy. Gdybym mogła, chętnie pozwiedzałabym jakieś. To takie fascynujące. Szczególnie te stare, zapomniane, gdzieś na strychach, pamiętające dawne czasy, inny świat. Cudowna sprawa. Może właśnie z braku tej możliwości, dlatego, że nie mam pod ręką żadnej szafy, którą mogłabym przeczesać, nawet babcinej, tak jak to prawie każdy by mógł, tak bardzo lubię przebywać we własnej... Mam w niej mój ulubiony kapelusz, który znów możecie oglądać. I żakiet od Castelbajaca, mojego ukochanego. Tak, szafa to dobra rzecz.
kapelusz - H&M
torba - House
żakiet - Castelbajac
buty - Wild Diva/Allegro
bluzka - vintage
spodnie - Carling
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



